Pokazywanie postów oznaczonych etykietą knauf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą knauf. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lutego 2009

wyprawa po 3 pkt.

Hel-Wita - Tranzax 2:4
bramki: Hejmo 3, Mateusz

W mocno przetrzebionym składzie przystępowaliśmy do meczu "o utrzymanie". Wiedzieliśmy, że jeżeli teraz przegramy to ciężko będzie zapewnić 1-ligowy byt na przyszły sezon. Na szczęście przeciwnik nie okazał się być za bardzo wymagający (poza bramkarzem :( ). Mimo to Hel-Wita objęła prowadzenie i w pewnym momencie było już 2:0 w plecy. Wtedy na boisko został wprowadzony SuperHejmo w ilości 3 razy co skutkowało 3 bramkami. Swój wkład w zwycięstwo dołożył także nasz drugi strzelec - Mateusz, zwany przez Radka 'Ciulą'.
Przy okazji wydało się, że Adam (nasz bramkarz) opuścił kilka wykładów z mechaniki płynów, przez co nie zdaje sobie sprawy z rozkładu sił aerodynamicznych działających na piłkę tuż po wyrzucie. A mianowicie nadaje sile nośnej zbyt dużą wartość w porównaniu z oporem płynu nielepkiego jakim jest powietrze ;)
Wracając na ziemię, do historii potyczek z Hel-Witą dokładamy trzecie zwycięstwo. Następny mecz gramy z drużyną z czołówki Knauf/P.W. Look (4 msc). Miejmy nadzieję, że kolejny raz zaprezentujemy się przyzwoicie i, a nuż, sprawimy niespodziankę.

środa, 19 grudnia 2007

Dowody nie grają!

TRANZAX Łożyska - Knauf/P.W. Look
2:o (1:o)
Wojciech Piłat, Przemysław Włodarski

Po ostatnim dobrym meczu w naszym wykonaniu, nikt nie wiedział, co się zdarzy dzisiaj. Czy złapiemy falę i wygramy, czy nas zaleje i będziemy mogli porozmawiać ze zwierzętami żyjącymi na dnie. Obie opcje były możliwe, nawet Dogon nie podjął próby wróżb z nóg. Wybraliśmy naszą szczęśliwą połowę wychodzącą na zachód i rozpoczęła się rozgrzewka pożyczoną piłką. Po krótkim bieganiu i kopaniu sędzia zaprosił nas na mecz.

Rozpoczęliśmy spokojnie, bez podpalania się. Rozpoczynaliśmy akcje od obrony, z tyłu piłki rozdzielał Piniu, napastnicy szukając piłki, wysuwali się na pozycję, a gdy przydarzyła się jakaś strata, Drehu był na miejscu i wymiatał piłki w trybuny, by wybić przeciwnika z rytmu. Przeważaliśmy bardzo wyraźnie i nie było widać, aby grały ze sobą drużyny z dwóch przeciwnych końców tabeli. Nasza przewaga w końcu dała rezultat. Piłat dostał piłkę i z obrońcą na boku, umieścił ją mocnym strzałem przy krótkim słupku. Bramkarz wywinął pajaca, ale to nic nie dało - zdobyliśmy prowadzenie. Knauf, wycierając potu strugi z twarzy, nie wierzył. My dalej graliśmy swoje. Piniu mądrze dzielił piłki z tyłu, niczym przedszkolanka rozdająca mleko kakaowe swoim podopiecznym, starał się nikogo nie obrazić i obdarowywać swoich kolegów drużyny po równo kulistą nagrodą. A oni odwdzięczali się dobrą grą. I byli szczęśliwi. I każdy widział, że było to dobre. W pewnym momencie piłkę dostał Adam. Zamyślił się nad dzikim, szemrzącym strumieniem, na którym to płynął tata-bóbr razem z synkiem i obaj wymachiwali pociesznie bobrzymi ogonkami. Sędzia nie wytrzymał tej idylli i odgwizdał grę na czas. Zawodnik przeciwników strzelił gola z wolnego, ale zapomniał podać, choć niektórzy twierdzą, że zrobił to specjalnie. Chwilę później miał miejsce strzał na naszą bramkę. Adam złapał piłkę, a tak przynajmniej mu się wydawało. Kulista rzecz zmieniła się w dorsza, który wyłowiony z wody, wił się na lądzie. Nasz bramkarz próbował go nakryć rękami, ale ten co rusz się wyślizgiwał. W końcu tuż przed linią bramkową udało się. Mimo że niektórzy widzieli już gola, sędzia zachował się przyzwoicie i ani drgnął. Po pierwszej połowie było więcej niż dobrze, ale wciąż nie bardzo dobrze. Poczęliśmy bronić jednobramkową przewagę, ale była to obrona rozważna. Adam spisywał się znakomicie, mimo iż podczas jednej z akcji dostał piłką w jabłko Adama (czyli swoje). Przeciwnicy byli wyraźnie sfrustrowani. Jeden z cięższych zawodników ligi prowokował naszych, ocierając się swoim, przecież już niesuchym, ciałem o innych i depcząc im nowo zakupione obuwie halowe. Ten brak szacunku okazywany przez domniemanego syna właściciela plantacji buraków cukrowych i pastewnych tylko zmobilizował Tranzax. Włodziu po podaniu z prawej strony pokonał bramkarza i było 2:o. Po tym policzku Knauf zaczął napierać na barykady z całych sił, jednak nie trafił m. in. na pustą bramkę i spotkanie się skończyło.

Stało się! Dziewicze zwycięstwo oraz pierwszy clean sheet Adama w BLPN-ie. Po meczu przegrani, niewierzący przeciwnicy postanowili sprawdzić naszą uczciwość, prosząc organizatora o kontrolę dokumentów. Po raz kolejny potwierdziła się stara piłkarska prawda - dowody nie grają! Odnieśliśmy ładne zwycięstwo po dobrej grze i nikt nam tego nie odbierze. This is TRANZAX!!!